Samotność
Cisza – niekiedy tylko pająk siatką wzruszy,
Lub przed oknem topolę wietrzyk pomuskuje;
Och! jak lekko oddychać, słodko marzyć duszy –
Tu mi gwar, tu mi uśmiech myśli nie krępuje.
Jak niewolnik, co ciężkie siłą więzy skruszy
I zgasłe życie w sercu na nowo poczuje,
Tak ja, na chwilę zwolnion z natrętnych katuszy,
Wdzięk i urok milczenia czuję i pojmuję.
Bo gdy w kole biesiady serce nas nie łączy,
Gdy różnorodne myśli mieszkać z sobą muszą,
Gdy dusza duszy pojąć, zrozumieć niezdolna –
Próżno nektar napojów hojnie się wysączy;
Śmiechy, piosnka, biesiada – wszystko jest katuszą;
U mnie rozkosz i życie, gdy moja myśl wolna.
JĘZYK OJCZYSTY.
«Gromem bądźmy pierw, niźli grzmotem,
Oto tętnią i rżą konie stepowe,
Górą czyny!... A słowa? A myśli?... Potem!
Wróg pokalał już i ojców mowę — »
Energumen[1] tak krzyczał do lirnika
I uderzał w tarcz, aż się wygięła.
Lirnik na to:
«Nie miecz, nie tarcz bronią języka,
Lecz — arcydzieła!»
Przypisy
- ↑ energumen (gr.), działacz, człowiek czynu.
DUCHÓW WALKA.
Niech się podniesie na Zachodzie głowa,
To zaraz wstęga na nią orderowa
Z nad Newy leci, jak meteor złoty;
Niech na północy serca gdzie połowa,
Kruszyna serca, ciągłe wytrwa grzmoty,
To nad Sekwanę wraz skieruje loty...
Tak długoż, długoż Przedwiecznego wiosły
Będą się nawy te ku sobie niosły
Z wyszczerzonemi paszczękami śpiżu?
Tak długoż kośćmi będziesz grać ludzkiemi
O chrystusowy płaszcz, żołdaku ziemi,
Na opuszczonych odłogach — przy krzyżu?
MÓJ PSALM.
Maryj rozlicznych (a tych nigdy dosyć!),
Jasnych Magdalen z bujnemi włosami,
Roztropnych Zofij i genjalnych Teres
I dnie i noce nie ustawam prosić,
Żeby raz skończył świat z interesami.
Ta jest modlitwa ma i ten interes,
Żeby raz ludzkość weszła do okresu,
Który jej zdawna należy logicznie,
Gdzie już żadnego niema interesu
I gdzie już nic się nie robi praktycznie.
I o to święte proszę, które noszą
Grzebień z promieni i łzę mają w oku
I z Weroniką od łkań się zanoszą
Na purpurowym obłoku...
WZROKI.
Zawziętość greckie dwie rzeczpospolite
Przeciwko sobie zbroiła kryjomo.
Dzień w dzień od bramy wieści rozmaite
Leciały w miasto przed rzeszą ruchomą,
Niewiastom strasznie szeptały do ucha,
Mężom poważnie mówiły do ducha,
Młodzieńców brały za ramiona twarde
I potrącały w biodra przepasane.
Jak gdy kto budzi śpiącego, lub wzgardę,
Lub nowej zbroi chrzęsty mu nieznane.
Że jednak wszelki, kto tylko mógł w mieście.
Broń musiał imać, zaś obywateli
Nie było więcej z tej strony nad dwieście,
I skąpić mężów, ile można, chcieli;
Więc, by przedwstępnie zbadać przeciwnika,
Żal było kogo wysyłać z falangi[1].
A starcy, wszedłszy w Fortuny krużganki,
Zawotowali, że nie trza języka.
Że pierwszy lirnik, wchodzący przez bramę,
Usługę odda niepodłej tęż samę.
Słowo zaś takie z świątyni Fortuny
Gdy obwołane jest, tedy spokojnie
Spać możesz. Choćby w łoże twe pioruny
Biły, tarcz z mieczem prawiła o wojnie, —
Białemi jagniąt okrywszy się runy,
Ty śpij, ani się zrywaj nieprzystojnie.
Powagę przeto z bogów wziąwszy słowa,
Czekano w bramie, która jest wschodowa,
A Dedal[2] jeszcze, starego zakonu
Mistrz, wyrył nad nią lwa z Pentelikonu[3]
Tam dobę jedną lirnika czekano,
Tam dobę drugą czekano o świcie,
W dzień trzeci rapsod zdala usłyszano.
A ciemny lirnik szedł, wiodło go dziécię.
Mianoż się spytać, co widział po drodze
I męża ile nieprzyjaciel liczy?...
Spytano — senat nakazywał srodze —
Spytano... «Lud jest», odrzekł, «niewolniczy,
Mężów — dziesiątek» i, rzekłszy te słowa,
Rapsodu w myśli narządzał zerwanie.
A dwieście Greków tak prędko, jak mowa,
Przeciwnikowi biegło na spotkanie.
I dnia owego, nim zapadło słońce,
Tysiąc na placu trupem położono,
I miasto wzięto, i wysłano gońce
Za starcem, aż go wreszcie znaleziono.
Tego więc pytać poczęto na nowo,
Ile się zmylił w nieprzyjaciół cenie.
«Wcale!» — rzekł — «bowiem śpiewałem im słowo
Wielkie, i wielkie miałem był natchnienie.
Słyszeli wszyscy siłę, głos, rym, wątek,
Dałem im wreszcie chwilę na milczenie,
I wziąłem za to oklasków dziesiątek...
Wy, co wzrok macie, w tem zawsze błądzicie,
Że nic stąd tylko na świecie otucha,
Niepomni o tem, że to wy widzicie.
Zrachujcie trupy — ja zliczyłem ducha».
Przypisy
KOLEBKA PIEŚNI.
Gdzie ton i miara równe są przedmiotowi,
Gdzie przedmiot się harmonją dostraja;
Tam jest i pieśń, i rym — jak, kto je powié
Tam zsiedmia się brzmienie i tam się ztraja
I spadkuje się samo ku końcowi...
Umiej słowom wrócić ich wygłos pierwszy!
To jest całą wrażeń tajemnicą;
Rym?... We wnętrzu leży, nie w końcach wierszy,
Jak i gwiazdy nie tam są, gdzie świécą![1]
Podobnież i pieśń gminna, to nie jest to,
Co wy dziś zrobiliście z niéj.
Płynność słów? To oko, błysłe łzą,
To ciepły dech, nie zawołanie: «Tchnij!...»
Tak wywęźla się kwiatu pąk i tak ptaszę
Coraz bystrzej i pełniej widzi dzień,
Nim nad rozpękłą wzięci czaszę,
Wrażenia pierw mając przez swój rdzeń!
Stądto nie są nasze — pieśni nasze —
Lecz boskiego coś bierą w się:
Stąd, choć ja śpię, nie ja to śnię, co śnię:
Ludzkości pół na globie współśni ze mną;
Dopomaga mnie, i cicho, i głęboko,
I uroczyście, i ciemno:
Jak wszechoko!...
Tam to wszczęła się pieśń gminna, jakby z dna
Uspokojonej naskróś głębi
Czerpiąc tok swój i jęk gołębi,
A Bóg ją sam zna...!
Przypisy
- ↑ Wiadomo jest każdemu, że ani słońce, ani gwiazdy nie są tam, gdzie oczom patrzącego być się wydają. (P. P.).
SPECJALNOŚCI.
Czemu ten świat nie jako Eden?[1]
Czemu nie ideałem?
Słuchaj, dwóch ludzi znalem:
Ah, z tych dwóch... cóż byłby za jeden!
Bo pierwszy z nich, choć zabił dziecię
Niegodnem wychowaniem,
Pił, klął, żył w kości graniem,
«Najlepsze serce miał na świecie!»
Bo drugi znów dobrego słowa
Nie był wart — lecz, mówiono,
Jak o pierwszym: «To pono
Najlepsza w świecie głowa!»
Więc stądto świat nie jest, jak Eden,
Ale będzie, gdy głowy
Wnijdą na swe tułowy.
Choć niezawsze z dwóch byłby choć jeden!...
Przypisy
- ↑ Eden (hebr.) — raj.
OMYŁKA.
Sukces bożkiem jest dziś — on czarnoksięstwo
Swe rozwinął, jak globu kartę;
Ustąpiło mu nawet i zwycięstwo
Starożytne, wiecznie coś warte!
Aż spostrzeże ten tłum u swej mogiły,
Aż obłędna ta spostrzeże zgraja,
Że zwycięstwo wytrzeźwia ludzkie siły,
Gdy sukces — i owszem — rozpaja!...
W PRACOWNI GUYSKIEGO
Ten, lwiego coś mający w obliczu, mąż prawy,
To nie jest syn dzisiejszej zalotnicy sławy,
Ale ktoś konsularny i piersią, i czołem --
Postawisz go w salonie, tak jak przed kościołem,
I na bruku -- jak w gmachu spółczesnych Cezarów,
Zawsze tak samo będzie on prosty i cały.
- Pierś lewą mu obrzuca... czy powiew sztandarów
Narodu, dopartego na ostatnie wały?
Czy toga ? Czy wygnańca podróżny płaszcz? Zwoje
Takie, jak gdyby w siebie objęły to troje!
- Tak! To Zamoyski Andrzej...
...a biust Mickiewicza
Ilekroć widzę, żal mi całego narodu,
Że nikt nie spotkał u nas rzeźbiarza za młodu,
Aż słońce się skłoniło do jego oblicza,
Aż poeta, co naród uwieczniał, sam, trafem,
Przekazuje swe rysy późnym fotografem!
Jeden portret!... ów w Krymie, na skale oparty,
Między Azją a niebem, sam!... ten tylko warty
Poety i spomnienia -- o reszcie? nie gadam --
Lub rnówię: "To jest ładne... to Mickiewicz Adam..."
I przechodzę co rychlej, bardzo będąc smętnym,
Że gdy młodym był geniusz, głaz nie był namiętnym.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Ówdzie dziecko ! i lewa rączka nie skończona,
Jak nie skończone dzieci są cele i wole:
Chce ono "szybki z okna"...
...tam -- czyjś profil?... Ona!
Z tajemnicą na ustach, pogodą na czole
I uczesaniem włosów, co zdradza epokę.
Inaczej ?... wziąłbyś medal za złomki mityczne
Z Kartaginy lub Cypru...
...O, jakie głębokie
Są w trefieniu warkoczy sprawy historyczne.
Inny medal... gdyby nie połysk włosów... kto wie,
Co pomyśliłbyś o tej pompejańskiej głowie?
Tak dalece społeczność, choć odepchniesz dłutem,
Wróci zawsze, i wróci koturnem rozzutym,
Panująca czasowi, przestrzeni i ciału,
I tylko jednej rzeczy trwożna... Ideału!
Lecz Ideał (o! Guyski) nie zstąpi do ludów,
Które doń rąk wyciągnąć nie chcą, czy nie mogą.
Patrz, gdzie doszła Florencja Ideału drogą,
I czy byłaby doszła bez szkoły swej cudów?.
A dziś nosi słoneczny dyjadem na głowie,
Który jej zwiastowali Michał-Aniołowie.
Bo zaprawdę ci powiem: że narodów losy,
I koleje ludzkości, i świat, i niebiosy,
I słońce, i gwiazd chóry, i rdzeń minerału,
I duch!...
...i wszystko -- bierze żywot z Ideału.
1869, Paryż
W WERONIE
I
Nad Kapuletich i Montekich domem,
Spłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu.
II
Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów --
I gwiazdę zrzuca ze szczytu;
III
Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
Że dla Romea -- ta łza znad planety
Spada... i groby przecieka;
IV
A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Że to nie łzy są, ale że kamienie,
I -- że nikt na nie... nie czeka!
SOCJALIZM
I
Ludzie -- choć kształtem ras napiętnowani,
Z wykrzywianymi różną mową wargi --
Głoszą: że oto źli już i wybrani,
Że już hosanna tylko albo skargi...
-- Że Pyton-stary zrzucon do otchłani:
Grosz? że symbolem już -- harmonią?... targi!
II
Oh! nie skończona jeszcze? Dziejów praca --
Jak bryły w górę ciągnięcie ramieniem:
Umknij -- a już ci znów na piersi wraca,
Przysiądź, a głowę zetrze ci brzemieniem...
-- O! nie skończona jeszcze Dziejów praca,
Nie-prze-palony jeszcze glob, Sumieniem!


